strona główna             spis treści              o mnie

      

8 maja 2014

 

JAK W GÓRACH OPAWSKICH KOSTUCHA PRZYSTAWIŁA MI KOSĘ DO SZYI

Zdarzyło się to podczas mojej Rowerowej Majówki 2014. Od dawna chciałem pobiwakować nad Żabim Oczkiem – przepięknym jeziorkiem, schowanym wśród skał. na szczycie Olszaka, w Górach Opawskich. To miejsce jest jak z bajki, zobaczcie na zdjęciach. A więc na pierwszy nocleg tej wyprawy, zatrzymałem się właśnie tam.

Wiecie, jak to jest z zagrożeniami. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia, że one czekają na miłośników gór gdzieś daleko, w Himalajach, albo przynajmniej w Tatrach. Ale nie blisko nas, zatem nie w pobliżu niepozornej Biskupiej Kopy. A jednak właśnie tu, w Górach Opawskich najprawdziwsza, bieluśka kostucha zajrzała mi do namiotu. 

  

błąd wyświetlania zdjęcia

Bajkowy klimat Żabiego Oczka.

  
Gdy po godz. 20:00 wjeżdżałem do Pokrzywnej, pogoda była dobra a wiatr umiarkowany. Nic nie zapowiadało, że w nocy rozpęta się tam istne piekło. Jednak już w drodze do Żabiego Oczka wiatr przybrał na sile do tego stopnia, że jego szum i świst zagłuszał moje kroki. Drzewa, pod jego naporem, wyginały się to w jedną to w drugą stronę, jak w jakimś makabrycznym tańcu a z ich koron spadały ułamane gałęzie. W miarę, jak wspinałem się w górę, było coraz gorzej.

Gdy zmarznięty i przewiany stanąłem wreszcie nad brzegiem Żabiego Oczka, pomyślałem, że może nie będzie źle. Tu, wśród kilkunastometrowych skał, panował spokój. Skały te tworzą wokół jeziorka wysoką, okrągłą ścianę na prawie całym jego obwodzie i osłaniają je. Stojąc nad brzegiem miałem więc wrażenie, że znajduję się na dnie wielkiego, kamiennego garnka. Za to tam w górze, hałaśliwy wiatr wciąż przypominał o sobie. To już nie były tylko podmuchy. On wiał jednym ciągiem, kołysząc drzewami i wydając przy tym huk dokuczliwy i niepokojący. Po objawach szacowałem, że było wtedy jakieś 7-8 w skali Beauforta. Cóż za kontrast! Wysoko nade mną huragan, a tu nad jeziorkiem kosmiczna próżnia. Tafli Żabiego Oczka nie zakłóciła nawet drobna fala. 

Dochodziła 22:00, więc postanowiłem nie jeść kolacji, tylko jak najszybciej rozbić namiot i położyć się spać. Zamierzałem postawić go tuż pod jedną ze skał. Pomyślałem, że pod ścianą będzie bezpieczniej. Jeśli huragan przewróci drzewo, skała mnie osłoni. Znalazłem fajne miejsce i zacząłem je sprzątać - odgarniać liście, zbierać gałązki, aby - gdy będę tu spał -  nic mnie nie kłuło w plecy. Jednak w tym miejscu podłoże było nierówne i ostatecznie odsunąłem namiot jakieś dwa metry od ściany, tak że znalazł się niemal przy brzegu jeziorka. Kilka chwil potem leżałem już opatulony śpiworem, próbując zasnąć. Lecz, choć namiotem nie targał nawet mały podmuch, głośny świst wiatru dochodzący znad skał, nie pozwalał zasnąć.

Przyszła 1:00 w nocy. Właśnie zaczęła ogarniać mnie senność gdy nagle... coś wielkiego i ciężkiego łupnęło na ziemię, tuż obok mojego namiotu. Zadudniło, aż zadrżała ziemia. W ułamku sekundy wyskoczyłem ze śpiwora i wyleciałem z namiotu jak torpeda. Cały trzęsłem się ze strachu. Poświeciłem latarką i zobaczyłem, że między ścianą a moim namiotem leży wielki kawał skały, który spadł z jej wierzchołka. Był rozmiarów dorosłego człowieka i wylądował jakiś metr od rogu namiotu, po tej stronie, gdzie wcześniej miałem głowę. Stoczył się gdzieś z góry i wylądował dokładnie w miejscu, gdzie wcześniej chciałem ustawić namiot.

Ale jak to możliwe? Jakim cudem? Przecież wichura nie mogła ot tak strącić kawałka skały! Gdy chwilę ochłonąłem i przyświecając sobie latarką, obejrzałem jej wierzchołek, zrozumiałem. Szczyt tej skały był popękany już wcześniej. Ten pęknięty odłamek już tam był, gotowy do upadku. Czekał tylko, aż coś go strąci. Tuz za nim rosło drzewo, które rozkołysane wiatrem, trącało go mocniej i mocniej. Aż w końcu odłamek skalny otrzymał chwilową moc - na jedną sekundę "ożył" i poleciał w dół.  

Spadający kamień nie wie, że tam na dole leży śpiący turysta. Ale turysta też nie wiedział, ze on tam na górze stoi i czeka na podmuch. Wcześniej, gdy rozbijałem obóz, na pewno musiałem na niego patrzeć, na pewno przeleciałem po nim wzrokiem. Ale go nie zauważyłem. Być może zmęczony nawet nie wiedziałem, co widzę. Czasami patrzeć nie znaczy widzieć. 

Kilka minut później przeniosłem namiot w bezpieczniejsze miejsce, z dala od skał. Właściwie to trzęsłem się ze strachu i żadne miejsce nie wydawało mi się w tej chwili bezpieczne, ale jutro wyruszam w daleka drogę. Muszę się chociaż położyć. Wgramoliłem się do śpiwora, ale do rana nie zmrużyłem oka. Leżałem na wznak i wpatrzony w sufit namiotu, roztrzęsiony rozmyślałem, co by było gdyby... Wyobrażałem sobie, jak ten odłamek skały spada na mój namiot i miażdży mi głowę, ale, co ciekawe, nie myślałem wcale o swojej śmierci. 

Myślałem o tym, jaki przykry byłby to widok dla moich bliskich, gdyby mnie tu znaleziono nazajutrz z głową przygniecioną głazem, spod którego wystają tylko nogi. Moja czaszka nie miałaby szans. Rozleciałaby się jak nadepnięta purchawka. Taką cenę mogła mieć tej nocy moja ochota na przeżywanie spektakularnych przygód. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że jestem dzieckiem szczęścia. Bo tym razem tej ceny nie zapłaciłem. Leżałem i nasłuchiwałem, czy znów się cos na mnie nie wali. o dach namiotu uderzały od czasu do czasu strącone przez wiatr, drobne gałązki. Ale to już na mnie nie robiło wrażenia. Leżałem i starałem się odpocząć. Zegar w telefonie pokazywał trzecią. Powoli zaczęły mi się kleić oczy.

Gdy się obudziłem, było już jasno. I cicho. Wyszedłem z namiotu. Wokół spokój i bezruch. Gdzieś w dali radosne świergotanie. Ani śladu po nocnej wichurze, jeśli nie liczyć kilku ułamanych gałęzi, leżących tu i tam, oraz nadłamanego drzewa gdzieś w oddali. Poranne słońce ogrzało mi twarz. Postanowiłem od razu zwinąć obóz i ruszać do Czech, gdzie czekają na mnie kolejne góry. Zjadłem jakiś batonik. Lepsze śniadanie zjem już w drodze – chcę jak najszybciej znaleźć się daleko stąd. Głodny i niewyspany wrzuciłem na siebie plecak, wszedłem na szlak i spokojnym krokiem zacząłem schodzić do Pokrzywnej. Tam, gdzie zostawiłem wczoraj rower. 

 

powrót do strony głównej ->

 

"...nagle coś wielkiego i ciężkiego spadło na ziemię, tuż obok mojego namiotu. Zadudniło, aż zadrżała ziemia."