strona główna             spis treści              o mnie

     

6 kwietnia 2015

     

WYPRAWA NA MOUNT REAL

Chcecie się trochę pośmiać? Oto mój tekst, który przeszedł eliminacje w konkursie "Wakacyjny zwiadowca kraju" i zapewnił mi wejście do finału. Konkurs zorganizowała Grupa Allegro, a zadanie konkursowe polegało na napisaniu "niby-podróżniczej" relacji z wyprawy do hipermarketu. Stąd wyprawa na "Mount Real". Początkowo zastanawiałem się - niby jak mam to napisać? Ale gdy wymyśliłem tytuł, to już dalej samo poszło. Przyjąłem, że napisze o wyprawie do sklepu, gdy wokoło wszyscy robią zakupy już tylko online. Przeczytajcie. 

       

Wyprawa Na Mount Real

Słońce praży. Wiatr dmucha kurzem w twarz. Koła roweru lepią się do asfaltu. Ale się nie poddaję. Jadę. Na horyzoncie widzę cel. Mount Real. Przebyłem wiele kilometrów, by zdobyć jego szczyt.
- Nie, nie chodzi o Montreal, lecz o Mount Real. – tłumaczę kilka dni wcześniej, na konferencji prasowej poświęconej wyprawie – jako pierwszy Polak, pokonam Ścianę Północną tego Hipermarketu. 
Urodziłem się w czasach, gdy w Polsce na półkach sklepów był tylko kurz, a desperaci, wbiegali z dolarami w ręku do Pewexu i przeskakiwali przez ladę prosząc o azyl. To były ciężkie czasy.
 - Dlatego Wyprawa Do Hipermarketu ma dla mnie wymiar symboliczny. – tłumaczyłem potem przy kolacji moim przyjaciołom, zdziwionym, że wolę tułaczkę po świecie, od wygodnego robienia zakupów on-line. 

Teraz jestem tu. Z dala od cywilizacji miasta. Wielka budowla, na pustkowiu, budzi szacunek. Niełatwo było tu dotrzeć. Po drodze przebiłem dętkę, byłem rewidowany przez policję ale też spotkałem się z życzliwością miejscowej ludności. Wjeżdżam na parking Hipermarketu. Serce wali jak młot (z wrażenia i ze zmęczenia). Przypiąłem rower do barierki. Za chwilę wejdę do środka. Chcę dobrze zapamiętać ten moment. 

   

błąd wyświetlania zdjęcia

fot 1. Drogę na Mount Real wskazuje specjalna mapa - tzw. "gazetka".

   

Robię kilka zdjęć i ruszam przed siebie. Przy automatycznie rozsuwanych (a jakże!) drzwiach wejściowych mijam ochroniarza (jest uprzejmy, a jednak jego obecność wzbudza jakiś niepokój). Na bramce, przy wejściu na sklep, też ochroniarz. Przeszywa wchodzących swym wzrokiem celnika. Niepokoję się. Mam ze sobą karabinek (wspinaczkowy) i musze go jakoś przemycić do środka. Nagle widzę, że na sklep wchodzi Afrykanin. Przyspieszam kroku i wchodzę równolegle z nim. Uff, udało się. Jestem w środku. Afrykanin nie miał tyle szczęścia. Bramka zapiszczała. On zbladł (choć tego, że zbladł, ze względu na jego czarną jak heban skórę, mogłem się jedynie domyślić). Ochroniarze poprosili go na bok i kazali opróżnić plecak. Z plecaka wysypały się towary zakupione w innym markecie.
 - Tego nie wolno wnosić na terytorium Hipermarketu – mówili, żywo gestykulując. 

Bałem się, że i mnie zrewidują, więc zniknąłem między regałami z towarem. Nie mogę narażać powodzenia wyprawy. Muszę jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie marketu. Ruszam przed siebie. Tyle tu ludzi! Polacy, Niemcy, Azjaci, starzy i młodzi, biedni i bogaci. Nie miałem pojęcia, że ludność Hipermarketów jest tak różnorodna kulturowo. Idąc mijam półki pełne towarów. Market jest wielki. Potrzeba całego dnia, by obejść wszystkie alejki. Regały z towarem mienią się kolorami. Kusi bogactwo gotowych potraw do odgrzewania w mikrofalówce, rafinowany, pozbawiony składników odżywczych cukier, czy egzotyczne owoce w puszkach! Nie obserwowany przez nikogo zwędziłem kilka kandyzowanych daktyli z dozownika. Smakują dziwnie, ale to nie ważne. Jestem zmęczony i głodny. 

Co jakiś czas zaczepiają mnie uśmiechnięte hostessy stojące na promocjach. Ten uciążliwy miejscowy zwyczaj, to sposób ogołacania turystów z pieniędzy. Pytam jedną z nich jak wyjść na tył sklepu. Jest miła. Wskazuje mi drogę i kilka chwil później stoję u stóp Ściany Północnej. Tyle lat czekałem na tę chwilę. Przed rozpoczęciem wspinaczki na dach, oddaję się chwilowej zadumie. Wielu chciałoby być teraz na moim miejscu. Stać na tym dachu świata i podziwiać widok owianych legendą podmiejskich stepów. Ja za chwilę tam będę. Na szczycie Mount Real. 

     

błąd wyświetlania zdjęcia

fot 2. Od wspinaczki na Mount Real dziela mnie tylko chwile.

     

      

powrót do strony głównej ->

 

"...Bałem się, że i mnie zrewidują, więc zniknąłem między regałami z towarem. Nie mogę narażać powodzenia wyprawy. ..."