strona główna             spis treści              o mnie

   

15 października 2010

WIELKA IZERA (MOJA MIEJSCOWOŚĆ W 24 GODZINY)

National Geographic Polska doceniło moją pracę konkursową pt. "Wielka Izera" w konkursie "Moja miejscowość w 24 godziny". Chodziło o napisanie tekstu, który będzie zachęcał do odwiedzenia jakiegoś fajnego miejsca, nawet, jeśli dysponujemy tylko 24-ma godzinami urlopu. W nagrodę otrzymałem piękny, gustowny zegarek marki Lorus. Napisałem o ciekawym archeologicznie miejscu, które kiedyś było tętniącą życiem wioską, a nad którym obecnie unoszą się duchy. 

Oto bezpośredni link do artykułu na ich portalu:    WIELKA IZERA

A poniżej sam tekst i szczypta zdjęć z Gór Izerskich. 

    

WIELKA IZERA

Komu nie straszne są skalne groty, zdradliwe bagna, opuszczone kopalnie i duchy, ten niech jedzie do wioski Wielka Izera. Zazna tam wielu przygód, zlęknie się nie raz, ale wróci z bagażem wrażeń. To mała, zwyczajna wioska. Jeśli pominąć drobny fakt, że tak naprawdę... nie istnieje. Nie ma jej na żadnych mapach. Ale jeśli macie odwagę tam pojechać i jej szukać, to podpowiem Wam jak ją odnaleźć.

A zwiedzać jest tam co, bo to serce Gór Izerskich. Zupełne pustkowie. Daleko stąd do cywilizacji. Jest tu błogi spokój, górska dzicz. Wielka Izera tej atmosfery nie zakłóca. Aby tam trafić, trzeba przedrzeć się przez góry. Samochodem tam nie dojedziecie. Jest tu co prawda droga asfaltowa, ale nikt nią nie jeździ. Bo na obu końcach wchodzi w las i przekształca się w ścieżki i szlaki. Dojechać do wsi można tylko polną drogą przez Czechy.

Jeden z końców asfaltu łączy Wielką Izerę z nieczynną od lat, zbudowaną na samym szczycie Wysokiego Grzbietu (1050 m n.p.m.) Kopalnią Kwarcu „Stanisław”. Zabudowania, maszyny, a nawet wywrotki Tatra, którymi wywożono urobek, stoją nietknięte odkąd opuścił je ostatni pracujący tu człowiek. Widok z urwiska kamieniołomu zapiera dech, zwłaszcza, gdy chmury są poniżej szczytu. Wtedy ma się wrażenie, że te chmury to morze, a kopalnia stoi na jakiejś wyspie. Ci, którzy ten widok widzieli, tylko o nim potem opowiadają.

Idąc z kopalni czerwonym szlakiem, można trafić na niespotykane nigdzie indziej, potężne skały, wśród których wedle legendy błąka się Duch Gór. Czasami, gdy mocno wieje, nie wiadomo czy to wiatr wyje wśród skał (szedłem tam raz nocą, z duszą na ramieniu), czy to on rozpacza w tęsknocie za ukochaną Wiedźmą Agą, która odeszła nie umiejąc go pokochać. Podobno wtedy Duch Gór ciskał w złości skałami i dlatego leży ich tu teraz pełno.

A to wszystko kilka kroków od Wielkiej Izery. No, może godzina drogi spacerem. Sama wioska leży na przestronnej, malowniczej Hali Izerskiej (jak widzicie, tu wszystko jest „izerskie”), na wysokości 840 m. n.p.m. i jest tu tyle miejsca, że można nad halą swobodnie latać paralotnią. Można też leżeć w trawie i liczyć chmury, lub po prostu spacerować, rozkoszując się szumem biegnącego wzdłuż wioski potoku Jarzębnik, oraz pobliskiego Jagnięcego Potoku. Oba stanowią lewy dopływ Izery. A zjeść można smacznie w, stojącym na uboczu wioski, schronisku „Chatka Górzystów”, zdobywcy wielu wyróżnień, w którym prawdziwy Górzysta jest traktowany, jak we własnym domu.

Idąc na północny zachód łaskawą dla stóp Drogą Borowinową (żółtym szlakiem), dojdziecie do Narodowego Parku Przyrody „Torfowiska Izery”, które grzech omijać. To dziewiczy teren, na którym nierozważny turysta z pewnością zanurzy się w bagnie co najmniej po kostki. Chyba, że będzie się dokładnie trzymał wyznaczonej ścieżki. Wtedy zamiast dreszczy na plecach, poczuje zachwyt pięknem tutejszej flory, bagnistych jeziorek i potoków. Sprawdza się tu dwuznaczne powiedzenie „chodzenie po bagnach wciąga!”.

Jak więc znaleźć Wielką Izerę skoro ta atrakcyjna turystycznie miejscowość nie istnieje? Jestem Wam winny wyjaśnienie, bo to kolejna warta rozwiązania zagadka tej okolicy. Ta wieś leży w samym sercu Hali Izerskiej, ale dostrzec ją można tylko ze wzgórza, stojąc przed Chatą Górzystów, jedynym ocalałym po wojnie budynkiem tej wioski. Reszta, to ledwo widoczne spod trawy, gruzy fundamentów, które z tego miejsca układają się, niczym puzzle, w jedną całość, stanowiącą panoramę Wielkiej Izery.

PS: w jadalni Chaty Górzystów wisi gablota z narysowaną ołówkiem mapą wsi i przedwojennymi fotografiami, podarowanymi przez jej ostatnich żyjących mieszkańców.

      

 powrót do strony głównej ->